To nie jest kraj dla młodych ludzi

Drukuj

Premier zapowiedział likwidację możliwości zatrudniania za pomocą umów cywilno-prawnych. Ten postulat można nazwać kolejnym podejściem do łatania ZUS – każda składka się liczy. Co to oznacza dla przedsiębiorców? Zasadniczo nic wielkiego. W systemie kadrowym zmieni się sposób wyliczania pensji, będzie trzeba wysłać kilka więcej przelewów, a pracownik dostanie mniej pieniędzy. Tyle tematu z punktu widzenia przedsiębiorcy.

 

Z punktu widzenia pracownika zaś to już dużo poważniejszy temat. Mniej pieniędzy to niezbyt dobre informacje. Jeśli jestem świetnym pracownikiem to może coś od pracodawcy wynegocjuję? No ale skoro jestem świetny to i świetny byłem więc mogłem wynegocjować więcej pieniędzy wcześniej – czemu teraz miałoby mi się udać? Choć przy dobrej argumentacji sukces nie jest wykluczony.

 

Reszta niestety będzie musiała zadowolić się mniejszymi pieniędzmi. Części nie będzie się już opłacało pracować i przejdą na bezrobocie, inni umkną w szarą strefę. Nic nowego pod słońcem. Zasadniczo to problem wielkich – małym zawsze łatwiej przemknąć pod radarem fiskusa.

 

Najgorsze w tej całej opowieści jest jednak coś innego: pod pozorem działania na rzecz ludzi młodych wykonuje się polityczną pracę przeciwko nim. Zupełnie pewnym jest, że ludzie w wieku lat trzydziestu-kliku i młodsi emeryturę otrzymają co najwyżej głodową – o ile w ogóle jakąkolwiek. Z tej perspektywy dzisiejsze wpłaty na ZUS to wyłącznie element opieki społecznej, a nie ubezpieczenia społecznego. I może i w tym nie byłoby nic złego, gdyby nie pewien niepokojący fakt. Obecnie najbiedniejszą grupą społeczną w Polsce są młode małżeństwa z dziećmi – w dużej mierze grupa pokrywająca się z osobami pracującymi na podstawie umów cywilno-prawnych. W porównaniu z nimi emeryci i renciści to krezusi.

 

Logika nakazywałaby zatem raczej opodatkowanie emerytów by wspomóc młodych niż na odwrót – tak mają działać systemy społeczne. Tu jednak biedniejsi mają łożyć na bogatszych od siebie – absurd. Jednak absurd ten jest sankcjonowany przez polityczną rzeczywistość, w której emeryci są dużo ważniejszą siłą niż młodzi. Co gorsza ta tendencja będzie się tylko nasilać wraz z przechodzeniem kolejnych dużych roczników na emeryturę. To nie jest kraj dla młodych ludzi.

Czytaj również
  • Tomasz Kłosiński

    No cóż, w emerytów jest więcej, niż młodych z dziećmi, a politycy wiedzą komu włazić w dupę, żeby wygrać wybory. Taka logika demokracji.

    Co mnie nieskończenie dziwi to ślepota lewicy – liberałowie potępiają każdą redystrybucję – ale dziwi mnie, że lewica nie dostrzega, że państwo opiekuńcze staję się maszyną do redystrybucji od biednych młodych do bogatych starych. Przecież ten system jawnie gwałci nie tylko kryteria sprawiedliwości (liberalnej, tej arystotelesowskiej), ale także „sprawiedliwości społecznej”.

    Polityka jest irracjonalna.