Strażnik tajgi

Drukuj

Proszę państwa oto miś. Miś był niegrzeczny, a dziś miał konferencję prasową. Konferencja zaś była pod hasłem, że nikt nie będzie misiowi mówił co ma robić. Oczywiście miś ma rację – może robić co chce. Ale musi tez ponosić konsekwencje swoich czynów. Wygląda na to, że już je ponosi, ale ten miś jest w stanie znieść wiele byle tylko wszyscy się go bali.

Dzisiejsza konferencja prasowa to oczywiście narzędzie na użytek krajowy, choć nasłuchiwali jej kremlologowie na całym świecie. Oczywiście Putin powiedział wszystko to czego można się było spodziewać. Zachód jest zły i odpowiedzialny za wojnę na Ukrainie, w kraju może zaś nie jest świetnie, ale będzie lepiej i to szybko. Kłopoty to oczywiście splot niefortunnych zdarzeń – przede wszystkim spadek cen ropy (ale oczywiście w żadnym razie sankcje). Ale co można zauważyć mniej oczywistego?

 

  1. Wesoły Putin Oczywiście pewności siebie należało się spodziewać. W tej chwili okazanie jakiejkolwiek słabości byłoby dla Putina bardziej groźne niż dowolna sankcja Zachodu. Rosjanie przywykli do znoszenia znacznie większych niewygód na żądanie władców, za to słabość jest niewybaczalna. Jednak dowcipkowanie w obliczu i bagatelizowanie dość krytycznej sytuacji na milę pachnie brakiem naturalności. Można było wybrać inne, bardziej wiarygodne w tej sytuacji scenografie. Wygląda na to, że ta beztroską Putin trochę przelicytował i zasiał w umysłach myśl, że pod pozorami może kryć się jednak spora nerwowość.
  2. A jednak kryzys Do niedawna propaganda przekonywała, że żadnego kryzysu nie będzie, a sankcje wyjdą właściwie gospodarce na zdrowie. Wygląda na to, że jest tak źle, że tej linii nie dało się utrzymać. Doniesienia o sytuacji w Rosji w naszych mediach są oczywiście stronnicze, ale przyznanie się do kryzysu w znacznym stopniu je uwiarygadnia. Szczególnie, ze rosyjska propaganda jest znana z bezczelnych kłamstw. Oczywiście za kryzys odpowiadają czynniki obiektywne – czyli cena ropy. O zoligarchizowanej gospodarce, uzależnieniu od surowców i sankcjach (w tym nałożonych na samych siebie) nie ma mowy.
  3. I to długi Putin mówi, że wyjście z kryzysu będzie szybkie, po czym dodaje, że zajmie to dwa lata. Rosja nie ma rezerw walutowych na dwa lata. Nie ma też środków na funkcjonowanie tak długo w stanie kryzysu. Dwa lata kryzysu to dla Rosji katastrofa. Zaś tak przesunięty horyzont pozawala na zaaranżowanie kolejnych „obiektywnych okoliczności”, które uzasadnią jego przesuwanie się. Jeśli w tym wystąpieniu była oznaka słabości to właśnie o niej mówimy.
  4. Flirt z Chinami Chiny mają środki ale nie mają interesu by pomagać Rosji. Putin wspomina o partnerstwie z Państwem Środka bardziej by postraszyć Europę. Wie doskonale, że Chińczycy wykorzystają jego słabość do cna. Miał już przedsmak przy okazji fetowanego kontraktu na sprzedaż gazu. Nie dość, ze musiał się zgodzić na niekorzystne warunki to jeszcze przyjmował go tylko wiceprezydent. Następnym razem kiedy przyjedzie po jałmużnę powita go wiceminister.

 

Czy zatem sankcje dają oczekiwany skutek? Czy możemy spodziewać się zmian? Raczej nie. Najprawdopodobniejszym rozwojem sytuacji jest postępująca zapaść gospodarcza kraju i jego izolacja. Społeczeństwo karmione narodowymi mitami się nie zbuntuje. Szczególnie, że Rosja ma aparat wyćwiczony w gaszeniu tego rodzaju buntów i nie waha się go użyć (o dociskaniu śruby w tym zakresie też dziś można było usłyszeć). Czyli powtórka z zimnej wojny, choć tym razem raczej w wersji karykaturalnej bo Rosji jednak do ZSSR z satelitami bardzo daleko.

Czytaj również