SKOK na banki

Drukuj

Z punktu widzenia ekonomii głównym problemem związanym z podatkami jest to, że można ich unikać – słusznie zauważył Steven Landsburg. I nie chodzi tu tylko o omijanie czy łamanie przepisów prawa, ani nawet ucieczkę w szarą strefę. Po prostu opodatkowanie pracy spowoduje, że będziemy mniej pracować, opodatkowanie konsumpcji spowoduje, że będziemy mniej konsumować, a opodatkowanie oszczędności spowoduje, że będziemy mniej oszczędzać. Żadne zaklęcia nie spowodują, że będzie inaczej.

Warto zatem z tej perspektywy przyjrzeć się proponowanemu podatkowi bankowemu (choć dziś wiemy, że ma objąć więcej instytucji niż li tylko banki). Wedle założeń ma on objąć aktywa banków. A czym są bankowe aktywa? Zasadniczo składają się na nie dwie kategorie: pierwsza to aktywa niezbędne do prowadzenia biznesu, takie jak budynki, wyposażenie, niezbędna gotówka, sieci bankomatów etc., druga zaś to udzielone kredyty. Zasadniczo pierwsza kategoria jest znacząco mniejsza i zamyka się zwykle w kilku procentach aktywów. Zasadniczo zatem podatek bankowy jest podatkiem od udzielonych kredytów. Co ciekawe, działa on retrospektywnie – to znaczy dotyczy nie tylko nowo udzielonych kredytów, ale także kredytów udzielonych w przeszłości. Jest to dla banków szczególnie dotkliwe w przypadku kredytów hipotecznych, które charakteryzują się niską marżą. Jeszcze kilka lat temu można było uzyskać kredyt z marżą 1%. Po opodatkowaniu podatkiem bankowym i podatkiem dochodowym z tej marży pozostaje bankowi mniej niż 0,5% – co czyni tę inwestycję z punktu widzenia banku nieopłacalną. A jednocześnie bank jest do niej przywiązany na następne 25-30 lat.

Nowo udzielone kredyty zatem będą musiały mieć większe marże, by pokryć nowy podatek – i zapisy ustawowe zabraniające tego nie są możliwe do wyegzekwowania. Co gorsza, nowe kredyty będą musiały pokryć straty na starych kredytach, zatem wzrost marż i opłat musi być więcej niż proporcjonalny. Wyższe marże (nawet kilkukrotnie w przypadku kredytów hipotecznych) przełoży się na niższy popyt na te kredyty, a co za tym idzie udzielenie mniejszej ilości kredytów. Jest to zgodne z obserwacjami na Węgrzech, gdzie wprowadzenie podobnego podatku (choć o niższej stawce) spowodowało załamanie akcji kredytowej i w konsekwencji obniżenie stawki podatku. Proces podnoszenia opłat w antycypacji podatku już obserwujemy, co więcej banki mogą go przekonująco argumentować kwestiami innymi niż podatek bankowy, co uczyni przepisy ustawy zakazujące takiego działania martwymi.

Rządzący twierdzą, że w Polsce do takiego zjawiska nie dojdzie, gdyż nasz rynek jest zbyt duży i zbyt lukratywny, by międzynarodowe korporacje mogły go sobie od tak odpuścić. Nie da się odmówić pewnej dozy słuszności temu argumentowi. Warto przyjrzeć się zatem możliwym sposobom obejścia tego podatku.

Wyłączenia zawarte w ustawie zasadniczo pozwalają na obniżenie podatku na trzy sposoby. Po pierwsze, ustalono aktywa wolne od podatku na poziomie 4 mld złotych – głównie w celu ochrony interesów SKOK-ów. Po drugie, ustalono, że podstawa opodatkowania jest pomniejszana o kapitały własne banku, by zachęcać do utrzymywania wysokiej kapitalizacji. Po trzecie, wyłączono z podstawy opodatkowania papiery skarbowe, by rząd nie miał problemu z zadłużaniem się – koszty mają ponieść inni klienci.

Dwie ostatnie ścieżki nie są zbyt zachęcające. Kapitał jest drogi i banki starają się utrzymywać go na dość niskim poziomie. Stąd ścisła regulacja tego zagadnienia zarówno na poziomie krajowym jak i międzynarodowym (Basel II). Tego typu zachętę podatkową można uznać za słuszną, ale ze względu na koszty raczej nie będzie nadużywana. Wyższe inwestycje w papiery rządowe są zaś mało prawdopodobne ze względu na niskie zwroty jak i spore ryzyko takich inwestycji.

Pozostaje trzecia droga, czyli takie obniżanie wartości aktywów, by w miarę możliwości mieścić się w (niskiej) kwocie wolnej od podatku. Oczywistym rozwiązaniem jest podzielenie instytucji na mniejsze, ale tę opcję blokuje ustawodawca, nakazując wtedy rozliczenia w ramach grupy kapitałowej. Jednak branża finansowa ma bardziej finezyjne rozwiązania.

Zupełnie nieświadomie rząd może przyczynić się do rozwoju wtórnego rynku kredytowego w Polsce – w pierwszym rzędzie hipotecznego. Jest to wynalazek z USA, którego nadużycia walnie przyczyniły się do kryzysu w 2008 roku. Cała procedura polega na tym, że po udzieleniu kredytu bank łączy go z wieloma innymi i sprzedaje w formie obligacji, samemu stając się de facto pośrednikiem finansowym. Powoduje to gwałtowne odchudzenie aktywów banków, kredyty zaś trafią do innych inwestorów – niepodlegających pod ustawę o podatku bankowym. To samo może dotyczyć już istniejących kredytów, choć często może wymagać aneksowania umów. Jednak przy odpowiedniej zachęcie (np. niewielkim obniżeniu marży) klienci nie powinni mieć oporów. Jest to rozwiązanie sprawdzone i wypróbowane. Jakie jednak mogą być jego dalsze konsekwencje?

Po pierwsze, odchudzenie aktywów spowoduje przekapitalizowanie naszych banków z punktu widzenia regulacyjnego. Można spodziewać się zatem znaczącego obniżenia kapitału i jego transferu do właścicieli – czyli w naszym przypadku zazwyczaj za granicę. Skala odpływu jest trudna do oszacowania, ale z dużym prawdopodobieństwem będzie przekładała się na dalsze osłabienie Złotego.

Po drugie, sekurytyzacja najbezpieczniejszych kredytów zmieni drastycznie profil ryzyka polskich banków. W księgach pozostawią najbardziej dochodowe produkty kredytowe, które bez trudu pokryją w marży podatek bankowy, ale jednocześnie narażą je na największe straty w przypadku kryzysu. Możemy znaleźć się w paradoksalnej sytuacji, gdy polski system bankowy, pomimo wystarczających wskaźników kapitałowych, będzie bardzo niestabilny, ponieważ kapitałów w wartości bezwzględnej będzie bardzo mało, zaś wartość wystawiona na ryzyko (VaR) – bardzo wysoka. To może wywołać lawinę upadłości banków w przypadku problemów gospodarczych. I tak z sytuacji, w której Polska szczyciła się stabilnym systemem bankowym, bardzo szybko może okazać się, że nasze banki stały się wydmuszkami bez kapitału, specjalizującymi się z jednej strony w udzielaniu, odsprzedawaniu i serwisowaniu kredytów hipotecznych, a z drugiej – udzielaniu wysokomarżowych pożyczek gotówkowych. Innym problemem jest zaś jakość udzielanych hipotek; skoro banki będą je natychmiast odsprzedawać, troska o jakość kredytobiorcy może spaść na drugi plan. W końcu prowizje będą pobierane od wolumenu. Możliwy dalszy rozwój sytuacji od produktów strukturyzowanych po wielki krach znamy z USA. Szczególnie dużym ryzykiem byłoby zaangażowanie państwa w taki rynek, a tego typu pomysłów nie brakuje i dziś w postaci ulg odsetkowych czy programów Rodzina na Swoim. Pokusa może okazać się duża, konsekwencje zaś – tragiczne.

Na tej specjalizacji ucierpią przede wszystkim firmy, których kredyty znajdują się gdzieś pomiędzy krańcami skali – zbyt tanie, by były opłacalne i trudne w sekurytyzacji. Rynek obligacji może okazać się tutaj jedynym rozwiązaniem. Przeciętny Kowalski zaś odczuje taki rozwój wypadków jeszcze niższym oprocentowaniem lokat – które będą bankom znacznie mniej potrzebne – i jeszcze wyższymi opłatami.

Nie da się też ukryć, że podatek bankowy pojawia się w dość trudnym momencie. Banki poniosły znaczące wydatki na BFG, który musiał wypłacać depozyty upadłych SKOK-ów (i jednego banku). Co gorsza, wydaje się, że tego typu wydatków może być więcej w przyszłości, jako że sytuacja niektórych SKOK-ów jest wciąż trudna. Jednocześnie zapowiedzi „pomocy frankowiczom” na chwile obecną mają obciążyć banki kosztami w wysokości nawet 50 mld złotych. Jak pacjent zareaguje na ten eksperyment, pokaże czas.

 

Czytaj również
  • wzws

    Pozwolę sobie dodać jeszcze kilka innych wariantów, które różne banki wdrożyły celem obniżenia zobowiązań:
    1) Krótkie inwestycje w bony pieniężne NBP na koniec miesiąca
    2) Przelewy środków na konto w NBP
    3) Zmniejszenie własnej płynności (tak wszystkie ponad normatywne wskaźniki płynności na koniec roku już będą wyglądać w okolicach wymaganych minimów)
    4) Stosowanie kredytów obrotowych w ramach grupy i utrzymywanie jak największych ich wartości na pozabilansie (mogę mieć płynność, ale tylko wtedy kiedy potrzebuję)

    A rozważanych na bieżąco jest jeszcze sporo innych opcji – cóż jeden tworzy przepis, ale dwudziestu kombinuje jak go obejść.

    Dodatkowo skutkiem tego może być jeszcze wypowiedzenie albo tylko sama groźba tego mniej marżowych umów, aby wymusić na kredytobiorcy podpisanie nowych umów/aneksów podnoszących marżę – zapisy wielu umów dają szerokie powody do takiego ruchu, więc w najbliższej przyszłości należy się spodziewać potencjalnych takich ruchów.