Samoobrona ustrojowa

Drukuj

Dzisiejszy wyrok TK w sprawie ustawy o TK to oś politycznych wydarzeń na nadchodzących wydarzeń, a także okazja do kilku spostrzeżeń natury ustrojowej.

1.       Obecna sytuacja uświadamia nam olbrzymią władzę, jaką posiada TK. Jego wyroki są ostateczne i obowiązujące. Nie podlegają żadnej weryfikacji ani odwołaniu. Zasadniczo jedynym ograniczeniem jest fakt, że dotyczą jedynie zgodności prawa z konstytucją i muszą zapadać większością głosów – cała reszta przepisów jest zasadniczo opcjonalna. Nawet orzekanie w sprzeczności z nimi nic nie zmienia w ważności wyroku. Nawet głosy odrębne nie podważały ostateczności dzisiejszego wyroku (choć zauważały, ze z powodu braku podania daty wejścia w życie, wejdą w życie z momentem ogłoszenia – a z tym, jak wiemy, mogą być problemy – pytanie zatem skąd to niedopatrzenie). Zatem wszelkie argumenty PiS o wadliwości orzekania TK są być może istotne akademicko, ale nie mają żadnej wartości praktycznej.
Warto przy tej okazji zaznaczyć, że do tej pory nie zwracaliśmy na ten fakt uwagi, co wynikało z wysokiej jakości sędziów, którzy na kroki niezgodne z przepisami się nie decydowali. I choć wyroki budziły kontrowersje, to nie z powodu sposobu procedowania. Słusznie w głosie odrębnym sędziego Pszczółkowskiego wybrzmiało, że ze względu na powagę sytuacji TK powinien kontrowersji unikać, i jeśli miał rację, że wyrok mógł zapaść jeszcze pod rządami starej ustawy o TK, to sporym niedopatrzeniem było opóźnienie orzekania. Co prawda nie zmienia to nic w zakresie ważności wyroku, jednak może przyczynić się do skomplikowania sytuacji politycznej poprzez dostarczenie pozornych argumentów stronie rządowej.
Warto jednak zastanowić się czy tak wielka niezależność od jakiegokolwiek prawa (poza Konstytucją) jakiejkolwiek instytucji jest bezpieczna z punktu widzenia ustrojowego. To, że do tej pory TK tej niezależności nie nadużywał, a dzisiejszy specjalny sposób procedowania wydaje się być uzasadniony sytuacją, to nie znaczy, że szkodliwe nadużycia nie mogą pojawić się w przyszłości. Można bowiem sobie wyobrazić Trybunał, który uniemożliwi uchwalanie jakichkolwiek ustaw i uchylający przeszłe wedle własnego uznania. W ten sposób TK mógłby prawie dowolnie kształtować porządek prawny w Polsce, co nie jest rolą tej instytucji.

2.       Wyrok ten stawia PiS w bardzo niezręcznej sytuacji, szczególnie w powiązaniu z oczekiwaną opinią Komisji Weneckiej. Zaostrzenie retoryki w ostatnich dniach sugeruje, że o kroku wstecz nie ma mowy. Z drugiej strony ignorowanie obowiązującego wyroku TK i niewdrażanie go w życie to prosta droga przed Trybunał Stanu, a nawet do delegalizacji PiS.
Do równania trzeba będzie też dodać bardzo prawdopodobną izolację międzynarodową, z sankcjami włącznie. Ustawienie się w jednym rzędzie z Łukaszenką to dziś niewykluczony scenariusz, bo nawet Orban nie posunął się tak daleko (a właściwie posunął się nawet dalej, ale za to dużo wolniej i z pozorowanym poszanowaniem procedur). Polska skłócona z całym światem może być przedstawiona na potrzeby elektoratu jako efekt „wstawania z kolan”. Jednak zdecydowanie będzie dużo lepszym paliwem dla przeciwników rządu. Eskalacja sytuacji jest wiec bardzo prawdopodobna i to już w nadchodzących tygodniach. Efekty zaś mogą być bardzo trudne do przewidzenia – od rekordowo krótkiej kadencji sejmu po stan wyjątkowy. Niestety przyszło nam żyć w ciekawych czasach.

3.       Należy jednak zaznaczyć, że odpowiedzialność za obecną sytuację spada w całości na PiS. Uchwalenie ustawy, która zasadniczo mówi: „Trybunał Konstytucyjny nie może oceniać zgodności z Konstytucją naszych ustaw” jest nie do przyjęcia. Powinno to być zrozumiałe dla niemal wszystkich opcji politycznych, niezależnie od światopoglądu. Próba wyłączenia się rządzących spoza kontroli jest najbardziej niebezpiecznym zjawiskiem, prowadzącym w efekcie do jakiejś formy dyktatury. I bynajmniej nie twierdzę, że celem PiS jest ustanowienie dyktatury. Szczerze wierzę, że rządzący mają na uwadze interes Polski (w sposób, w jaki oni go pojmują oczywiście – i w sposób, z którym ja się osobiście nie zgadzam) i nie podejrzewam ich o niecne intencje. Ale nawet jeśli wydaje im się, że proponowane rozwiązania są doraźne na potrzeby „dobrej zmiany”, to niewątpliwie w przyszłości posłużą jako wytrych do demontażu demokracji przez następców – nawet jeśli nie od razu w następnej kadencji, to niedługo później. Wyraźnie to widać po efektach wątpliwych decyzji PO na koniec kadencji, które zostały użyte przez PiS do usprawiedliwienia własnych działań podobnej natury. Zasady są po to, by je przestrzegać, a raz naruszone ulegają znacznemu osłabieniu. Dlatego ten wyrok jest tak istotny, by do naruszenia zasad ustrojowych nie doszło i było widać, że system potrafi się bronić przed próbami jego demontażu.

Czytaj również
  • Wiesław Kasprowicz

    Ad.1 TK nie mógł orzekać przed wejściem ustawy w życie bo miałby tylko 3 dni na wydanie wyroku. Tyle było czasu od uchwalenia ustawy do dnia jej ogłoszenia, a ten dzień był dniem wejścia ustawy w życie. Przypominam, że TK rozpatruje wnioski stron wnoszących skargę i nie działa z własnej inicjatywy. Aby napisać wniosek trzeba mieć trochę czasu. TK daje też Prokuraturze Generalnej i innym stronom postępowania czas na zajęcie stanowiska. PIS o tym wiedział i dlatego wezwał nawet PAD z nart, aby ustawę podpisał. Dlatego to co mówił sędzia Pszczólkowski, to mącenie ludziom w głowach a nie analiza prawna. Jedno co pozwala o nim powiedzieć dobrze to to, że wyrok podpisał, dzięki czemu dokument ten uzyskał dodatkową ważność w świetle tego co mówią kadrowcy PIS.

    • arfer

      dodam, że osoba pokroju sędziego Pszczółkowskiego i o jego „dorobku” naukowym 10-15 lat temu miałaby problemy z załapaniem się na stanowisko asystenta sędziego TK, pytanie, czy wybrani przez PiS sędziowie będą mierno-wiernością spłacać dług wdzięczności za ciepłą posadkę w Trybunale

      • Jacek

        Wydaje się, że już ten dług zaczęli spłacać. Chodzi o kwestię pojawienia się projektu wyroku w mediach przed ogłoszeniem dzisiejszego wyroku.