O tym jak PiS uratuje Polskę, a Brexit UE

Drukuj

Czasy dostatku i pokoju się nam znudziły. Potrzeba nam więcej emocji! I emocje do nas nadciągają.

Zaczną narastać za jakieś 5 lat. Za 10 będzie gorąco, za 15 świat będzie wyglądał zupełnie inaczej – zderzymy się z demografią. Przed nami gigantyczne wyzwania – potencjalnie trudniejsze niż wyzwania transformacji. Mamy kilka lat, żeby się do tego przygotować. Myliśmy kilkanaście lat, ale ostatnie 8 zostało w tej kwestii zmarnowane – co jest moim głównym zarzutem do rządów PO.

W tym zakresie PiS przedstawia znaczącą zmianę. Już nie tylko marnują czas, jaki nam pozostał na przygotowania – zasadniczo pogarszają sytuację i to w dramatycznym tempie. Dotychczas sądziłem, że ich działania przyspieszą i pogłębią problemy, jakie przed nami stoją . Jednak odczyty z gospodarki i sytuacja międzynarodowa sugerują, że PiS może spowodować zupełnie niezależny kryzys – zasadniczo niezwiązany z nadchodzącym demograficznym tsunami. Ten kryzys może być impulsem do tego, by w końcu dokonać niezbędnych zmian i dostosowań w naszej gospodarce. Polacy nagle przypomną sobie jak się żyje w państwie upadłym i „Balcerowicz musi odejść” zamieni się na „Balcerowicz musi wrócić”.

Przy okazji dostaniemy kolejną szczepionkę na socjalizm, który czasem jest aplikowany w tego typu sytuacjach, czego efekty możemy podziwiać w Wenezueli. Niewątpliwie pomysły wyższego opodatkowania i redystrybucji będą podnoszone w kontekście problemów demograficznych, co może skończyć się bardzo malowniczą katastrofą kiedy ostatnie osoby w wieku produkcyjnym opuszczą kraj. Kryzys wywołany przez pomysły PiS może nas przed tym uchronić.

Na arenie międzynarodowej  wielu znudziły się lata spokoju i dobrobytu zapewniane przez UE. Oczywiście pełna jest ona różnych niedogodności i irytujących cech. Ale w naszym rozpieszczeniu niektórzy postrzegają je jako grzechy śmiertelne. Kwestie nadające się do poprawy stają się nagle argumentami za działaniami drastycznymi. Argumenty za Brexitem są zasadniczo „godnościowe” i nawet jego zwolennicy przyznają, że Wielka Brytania na tym straci, zaznaczając, ze jeśli dobrze pójdzie, to może nie tak dużo. Jednak prawdopodobnie nie pójdzie dobrze i istnieje duża szansa, że jednak straci całkiem sporo.

W przypadku dość prawdopodobnego Brexitu, oczy wielu będą skierowane na Wielką Brytanię i konsekwencje tej decyzji. Im bardziej dotkliwe, tym dla UE lepiej. Bowiem zadziała to jak prysznic na gorące głowy, które chcą powrotu do państw narodowych (a jeśli tym głowom to nie pomoże, to na pewno przerzedzi się tłumek ludzi skłonnych przyznać im rację). Zatem z naszej perspektywy – im gorzej dla Zjednoczonego Królestwa, tym lepiej dla Europy.

Po raz kolejny sprawdza się przekonanie, że do każdego udogodnienia ludzie przyzwyczajają się błyskawicznie i szybko przestają je doceniać. Okresowy strzał w stopę wydaje się być zatem konieczny by eliminować podnoszące co jakiś czas głowę idiotyzmy. A jednak trochę żal zmarnowanego czasu i straconych okazji. No ale skoro mus, to mus…

Czytaj również