Money for nothing (and chicks for free)

Drukuj

Kilka pomysłów ekonomicznych przebija się co raz wyraźniej do opinii publicznej. Jeden z nich to emerytura obywatelska, drugi to dochód obywatelski. Oba zasadniczo dość do siebie podobne – każda osoba miałaby prawo do tego by otrzymywać ze skarbu państwa pewną kwotę. Ale biorąc pod uwagę, ze „skarb państwa” to byt raczej wirtualny raczej powinniśmy powiedzieć, że jest to pomysł na dość znaczną redystrybucję dochodu.

 

Jak znaczną? To pytanie pozostaje otwarte. Zasadniczo możemy powiedzieć o pewnych granicach. Zapewnienie dochodu gwarantowanego na bardzo niskim poziomie – powiedzmy poniżej 500 złotych chyba nie spełnia założeń idei mającej na celu zasypywanie rozpiętości dochodowej.  Nie mówiąc już o tym, że byłoby dość kosztownym zabiegiem (nie wspominając o tym, że pomysłodawcy rzadko opisują szczegóły techniczne). Z drugiej strony nasze PKB na głowę miesięcznie to nieco ponad 3200 złotych i tyle maksymalnie możemy przydzielić wchodząc w system zupełnie komunistyczny – czyli równe żołądki, równe potrzeby, równe zasoby.

 

Oczywiście system komunistyczny nie zadziała i doprowadziłby do bardzo szybkiego rozpadu gospodarki. Firmy nie byłyby w stanie zapłacić ani grosza swoim pracownikom, ci ostatni zaś otrzymywaliby takie same kwoty niezależnie od wykonywanej pracy. Ciekawe ilu chętnych pojawiłoby się do pracy w takich warunkach – ja na pewno nie – wolę poczytać książkę. Niewątpliwie bardzo szybko okazałoby się, że do podziału nie pozostaje prawie nic. Wiara w to, że ludzie będą pracować niezależnie od wynagrodzenia jest wysoce naiwna. Oczywiście będą coś musieli zrobić z wolnym czasem – jednak niekoniecznie będzie to coś produktywnego.

 

Podpisy zbierane pod projektem ustawy o dochodzie obywatelskim przez stowarzyszenia Ryszarda Kalisza, Piotra Ikonowicza, Anny Grodzkiej oraz Zielonych mają przekonać naszych polityków do tego pomysłu. Sami zaś zainteresowani twierdzą, że dochód obywatelski powinien wynosić powyżej 1000 złotych mniej zaś niż 2000. Jest to niewątpliwie bardzo dużo z punktu widzenia kwoty maksymalnej. Obciążenie podatkowe kwot dochodu ponad dochód obywatelski musiałyby być znaczące. Oczywiście retoryka o opodatkowaniu najbogatszych bardzo się podoba, ale to tylko pozory – najbogatszych jest na tyle mało, że nawet jeśli odebrać by bogatym cały dochód to na dochód obywatelski nie wystarczy. Nie oszukujmy się – wysokie podatki dotkną prawie wszystkich, a przecież już dzisiaj obciążenia podatkowe średniej pensji sięga 40%, co niewątpliwie jest jednym z powodów wysokiego bezrobocia.

 

Efekty są dość łatwe do przewidzenia – rozrost i tak już dużej szarej strefy, a tam gdzie to nie jest możliwe nastąpi ograniczenie aktywności. Dobrze zarabiający specjaliści wyjadą zarabiać jeszcze lepiej – bo zamknięcia granic idea na razie nie przewiduje. Oczywiście proponujący tą zmianę będą apelować do solidarności, uczciwości, patriotyzmu i czego tam jeszcze. Jak jednak wiemy argumenty portfela wygrywają niemal zawsze z argumentami wyższych idei. Można się na to obrażać, można zaklinać rzeczywistość jednak na dłuższą metę tego typu projekty nie mają szans z powodów niewydolności ekonomicznej.

 

Nie próbuję analizować nawet w jaki to sposób taki pomysł miałby być wdrożony. Czy każdy obywatel otrzymywałby przelew? Przecież w większości przypadków byłoby to przelewanie podobnych pieniędzy w tę i z powrotem. Jedyna korzyść dotyczyłaby systemu finansowego, który zyskiwałby prowizje. A może pieniądze dostawaliby tylko ludzie z niższymi dochodami jako wyrównanie? Jednak wtedy zachęta do ucieczki w szarą strefę byłaby jeszcze silniejsza – niższe oficjalne dochody to mniejszy podatek i większy przelew przychodzący. A to tylko czubek góry lodowej problemów natury mniej idealistycznej, a bardziej przyziemnej.

Póki co o takim eksperymencie myślą Szwajcarzy. Naród bogaty, może nawet budżet się tam nie zawali – szczególnie, że z pomysłem wiążą się tez pewne oszczędności – likwidacja systemu emerytalnego, pomocy społecznej itd. Proponuję popatrzyć jak ten eksperyment tam się powiedzie (o ile Szwajcarzy poprą go w referendum) – wydaje mi się, że w naszej części świata komunistycznych eksperymentów mieliśmy dość.

Czytaj również