Maziarski ma rację. Kto nie wierzy – niech zajrzy do Wenezueli

Drukuj

Staszek Skarżyński napisał ostatnio polemikę z tekstem Wojciecha Maziarskiego . Dość zabawną zresztą, bo z rozpędu postanowił zaprzeczyć samemu sobie i zdrowemu rozsądkowi.

Epoka postprawdy to kształtowanie postaw i narracji przez powtarzanie kalek niemających nic wspólnego z faktami czy rzeczywistością. Mistrzostwo osiąga tu prawa strona sceny politycznej, która stworzyła postać „lewaka” – postaci, której przypisuje się cechy pasujące akurat do obecnie obowiązującej narracji. Kiedyś „lewak” oznaczał osobę opowiadającą się za dużym wsparciem socjalnym, ale od czasu 500+ ten wymiar jakby stracił na znaczeniu. Teraz to osoba chcąca, by uchodźcy gwałcili Polki na ulicach.

Lewa strona nie pozostaje w tym wyścigu daleko z tyłu. Tyle tylko, że zamiast „prawaka” czarnym ludem jest „liberał”, a jeszcze częściej jego szczególnie zdeprawowana odmiana, czyli „neoliberał”.

Pewnym problemem jednak pozostaje fakt, że o ile „lewak” to neologizm (nie biorąc pod uwagę znaczenia militarnego) i jego definicja może być płynna, to jednak pojęcie „neoliberała” jest dość dobrze zdefiniowane, co powoduje, że wywody lewicowców stają się popisem niewiedzy. Pisałem już na ten temat dość szeroko i nie ma sensu się powtarzać – nadmienię tylko, że pojęcie takie jak „społeczna gospodarka rynkowa” jest ściśle związane z neoliberalizmem.

Nie przeszkadza to jednak autorom takim jak Rafał Woś, który w swojej książce „Dziecięca choroba liberalizmu” umyślnie nie definiuje wprost czym ten liberalizm jest – by mógł się stać wszystkim co się Wosiowi nie podoba: od biurokracji po strukturę budżetu – czyli kwestii, które z liberalizmem nic wspólnego nie mają.

Ostatnio zaś podobną drogą – choć z mniejszym rozmachem – poszedł w magazynie „Osiem dziewięć” Stanisław Skarżyński, w polemice z Wojciechem Maziarskim wesoło zaprzeczając nie tylko faktom, ale czasem i samemu sobie. I to w jednym i tym samym zdaniu.

Weźmy choćby takie stwierdzenie Skarżyńskiego: „Polityka prywatyzacji wszystkiego i cięcia kosztów państwa za wszelką cenę doprowadziła m.in. do tego, że brak w Polsce publicznej służby zdrowia”. Chciałbym tu nieśmiało zauważyć, że służba zdrowia to jedna z dziedzin naszego życia, którą prywatyzacja prawie w całości ominęła. To właśnie służba zdrowia jest doskonałym dowodem, że prywatyzacja może być całkiem niezłym rozwiązaniem, a jej brak – poważnym kłopotem.

Weźmy taką stomatologię – chyba jedyną gałąź medycyny niemal w całości sprywatyzowaną, a jednocześnie sprawiającą najmniejsze kłopoty. I proszę mnie źle nie zrozumieć – w pełni prywatna służba zdrowia też ma swoje kłopoty i bynajmniej do takiego stanu nie nawołuję (problem systemu służby zdrowia jest sam w sobie notorycznie trudny), ale przedstawianie stanu polskiej służby zdrowia jako efektu neoliberalnej transformacji wyraźnie świadczy o niewłaściwym rozpoznaniu rzeczywistości. Zresztą to samo dotyczy tego mitycznego „cięcia kosztów”. Wydatki na służbę zdrowia per capita w 1995 roku wynosiły niespełna $200, w 2004 ponad $400, a w 2014 ponad $900 (i to wszystko po uwzględnieniu inflacji). 4,5 krotny wzrost to jest „cięcie kosztów państwa za wszelką cenę”?

Zresztą dalej wypowiedź wcale nie ma wiele więcej sensu. Brak miejsc w żłobkach i przedszkolach to wina neoliberalizmu? A czy to nie kolejna silnie uregulowana branża z dominacją własności państwowej? A czy przypadkiem niedobór miejsc nie spadł zasadniczo, kiedy ułatwiono przedsiębiorcom zakładanie takich placówek? Egzekucja alimentów to wina neoliberalizmu czy niewydolności państwa? Nawet ustawa antyaborcyjna ma być winą liberałów. Rozumiem, że gradobicie i zajady również?

Tyrada ta ma nas przekonać, że neoliberalizm to powód, dla którego w Polsce dogorywa demokracja. Próby przekonania nas, że dochodzenie do władzy mniej lub bardziej skrajnej prawicy na świecie to efekt globalizacji i liberalizmu jest bardzo popularny po lewej stronie. Fatalne jest tylko to, że nie znajduje żadnego potwierdzenia w faktach. Okazuje się bowiem, że na prawicę nie głosują bynajmniej wykluczeni i najbiedniejsi – tylko raczej ci całkiem nieźle sytuowani. Tak było w USA, tak było przy referendum w sprawie Brexitu, tak było i w Polsce. Gdybyśmy rzeczywiście w Polsce mieli do czynienia z „milionami zmarginalizowanych i wepchniętych w biedę przez Balcerowicza”, to triumfy święciłaby partia Razem, a nie PiS.

Maziarskiego poruszyło, pisze Skarżyński, hasło „PiS-PO jedno zło” na demonstracji zorganizowanej w Krakowie przez Alternatywę Socjalistyczną. „Jeśli chcemy walczyć o prawa demokratyczne, to naszym sojusznikiem nie powinien być pan Balcerowicz odpowiedzialny za marginalizację i zepchnięcie w biedę milionów ludzi” – powiedział na tym wiecu Kacper Pluta.

Maziarski nazwał to hasło „absurdalnym i kłamliwym” oraz pochwalił „oburzonych członków KOD”, którzy „po tych słowach opuścili zgromadzenie”.

Zgadzam się z Wojciechem Maziarskim, że wypowiedź przedstawiciela Alternatywy Socjalistycznej Kacpra Pluty jest zarówno absurdalna, jak i kłamliwa. Wszelkie badania pokazują, że liberalna gospodarka kapitalistyczna likwiduje biedę. Globalizacja i liberalizm spowodowały, że światowe poziomy biedy spadły do rekordowo niskich poziomów. Z tymi faktami nie sposób polemizować. Dlatego dziś lewica nie mówi już o biedzie, tylko o nierównościach – jako temacie zastępczym – ignorując kolejny przy okazji kolejny fakt: że nierówności w skali światowej również maleją.

Kłamliwość wypowiedzi Pluty o rzekomych winach Balcerowicza to zagłuszanie oczywistego faktu, że biedę tworzy socjalizm. Miliony biednych i zmarginalizowanych na początku lat dziewięćdziesiątych to nie ofiary transformacji i Balcerowicza, ale socjalizmu i Gomułki, Gierka et consortes. I to nie jest jednostkowy przypadek ograniczony geografią oraz czasem – kto nie wierzy, niech zajrzy do Wenezueli, gdzie na bieżąco można zobaczyć, co socjalizm jest w stanie w kilkanaście lat zrobić z najbogatszym krajem na kontynencie. Być może i oni będą mieli szczęście znaleźć swojego Balcerowicza, który ich z tego bagna wyciągnie. Ciekawe, czy ćwierć wieku później jakiś młody socjalista nie zwali na niego wszystkich niedogodności, zapominając, że to socjaliści Chavez i Maduro wpakowali ich w tę kabałę.

Czytaj również
  • Wiesław Kasprowicz

    Gdy brakuje wiedzy i argumentów merytorycznych próbuje szukać się czarnego luda na którego zrzucić można przyczyny indywidualnych i zbiorowych frustracji. Kiedyś był to Żyd, dziennikarz albo cyklista, dzisiaj jest liberał i bardziej ciemny lud, neoliberał. Czekam kiedy znajdą się tacy, którzy winę za wszelkie krzywdy zrzucą na Boga Wszechmogącego, Wszak zgodnie z doktryną, to on jest sprawca wszystkiego co ma miejsce na tym łez padole. Ale czy znajdą się tacy odważni ?

  • Grzegorz Skręt

    Bardzo ciekawe stwierdzenie „Globalizacja i liberalizm spowodowały, że światowe poziomy biedy spadły do rekordowo niskich poziomów”. W tym miejscu autor nie przytacza statystyki, a szkoda. Rozumiem , że kolejne zdanie bez podania tych danych „Z tymi faktami nie sposób polemizować” brzmi jako zachęta do przyjęcia tego „faktu” a priori. Pewnie z nadmiaru tego dobrobytu Afryka wybiera się do Europy w postaci tzw. uchodźców.
    Traktowanie wszystkich działań prof. Balcerowicza w formie „kultu” nie jest w żaden sposób racjonalne i pożyteczne podobnie jak nawoływanie wyłącznie do socjalnych działań państwa. Pewien konsensus między działaniami liberalnymi a działaniami socjalnymi w Niemczech powinien być dla nas wszystkich wzorem .

  • Wojciech Małecki

    Ma Pan rację. Żyjemy w czasach, w których można powiedzieć każdą głupotę bez względu na fakty, które są oczywiste.
    Pan Grzegorz Skręt np. nie potrafi powiązać dwóch najprostszych faktów i efektów globalizacji i liberalizacji gospodarek światowych. Z Polski wyjechali ludzie, którzy nie mieli tutaj pracy, przyczynili się do rozwoju gospodarek w innych krajach. W Polsce spowodowało to brak ludzi do pracy i podwyższenie stopy życiowej, gdyż przedsiębiorcy muszą płacić więcej, lub modernizować swoje przedsiębiorstwa. Wyrównanie cen i postęp techniczny na Zachodzie pozwolił mi na budowę domu pasywnego w Polsce. Inżynierowie i architekci, których spotkałem mówili, ż https://uploads.disquscdn.com/images/7e62c03052eba11c6c8f410fe197453204cad17a87da4afef302c4ff90a4127a.jpg e się nie opłaci a ja uwierzyłem ludziom z Zachodu.

    • Filip Filipowski

      Istotnie. Swoją wypowiedzią potwierdza Pan lansowaną przez siebie tezę, że żyjemy w czasach, w których można powiedzieć każdą głupotę bez względu na fakty, które są oczywiste. W Polsce nie ma rąk do pracy? Totalna bzdura. Bezrobocie nadal jest większe w porównaniu z cywilizowanymi gospodarkami Europy i świata, mimo że tylu ludzi stąd wyjechało. A co do głównego wątku to nawet Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy dotychczasowi orędownicy liberalizmu i narzucania państwom liberalnych recept biją się w piersi i zmieniają nastawienie do swych dawnych zapatrywań. Pomysły balcerowiczowskie z lat 90. to obecnie ekonomiczny skansen.

      • Wojciech Małecki

        Pewien poziom bezrobocia jest konieczny do funkcjonowania gospodarki. Z całą pewnością w Polsce jest wiele rąk do pracy. Przedsiębiorcy szukają jednak ludzi z głową. Metoda transformacji, którą wprowadził Balcerowicz, była najbardziej udanym przejściem z dyktatury do wolności. To naturalne, że zmieniają się koncepcje. Jak na razie PiS jest w absolutnej awangardzie. Nikt poza dyktatorami i kościołem nie popiera tych działań.

        • Filip Filipowski

          Bezrobocie na poziomie 7 % np. w USA to byłoby dla nich bardzo duże bezrobocie, więc jak słyszę, że w Polsce nie ma rąk do pracy to śmiech mnie ogarnia, bo to zwyczajnie nieprawda. W Konstytucji RP jest zapis o dążeniu do pełnego zatrudnienia, Konstytucji USA prawdopodobnie nie ma takiego zapisu. Skąd wniosek, że metoda Balcerowicza była najbardziej udanym przejściem z dyktatury do wolności?Jakieś badania były robione? Czy apriorycznie Pan to przyjmuje? Jaka to metoda Balcerowicza ? Przecież on prochu nie wymyślił, zastosował terapię szokową przygotowaną przez Sachsa. Nie wiem, co ma do tego PIS?

          • Wojciech Małecki

            Program uważanej za prawicową CDU uchwalony w roku 1947 głosił: „Planowanie i kierowanie gospodarką są przez długi czas konieczne w jak najszerszym zakresie”. Przewidywał też upaństwowienie kopalni i hut. Chadecy twierdzili wręcz, że ich celem jest zbudowanie demokratycznego socjalizmu. Tylko dzięki niebywałej pewności i sile argumentów Erharda, członkowie rady gospodarczej dali mu się przekonać i zaaprobowali przygotowaną przez niego ustawę znoszącą wszystkie przepisy o planowaniu gospodarczym i reglamentacji, czyli idącą dokładnie pod prąd programów partii, które reprezentowali.
            Niemcy zaczęły się rozwijać w oszałamiającym tempie. Sklepy zapełniły się towarami. Jego powodzenie oznaczało jednak kres marzenia wielu polityków i zwykłych ludzi o socjalizmie. Walczyli o jego spełnienie jak mogli. W listopadzie 1948 roku wybuchł strajk generalny. Strajkujący domagali się odwołania reformy, ale Erhard nie ustąpił.

            Jeszcze w tym samym roku Erhard uwolnił płace, dzięki czemu osłabił potęgę związków zawodowych. Stopniowo ceny zaczęły spadać, równocześnie spadło bezrobocie i wzrosły płace. „Cud” gospodarczy rozwiązał też problem bezrobocia wśród milionów przesiedleńców oraz uciekinierów z NRD. Erhard prowadził politykę ograniczania wydatków budżetowych, co skutkowało nadwyżką budżetową. Równocześnie dzięki otwarciu się rynków bardzo szybko rósł eksport

            PiS wprowadzając dyktaturę zahamował pozytywne trendy w gospodarce i efekty globalizacji. Niemieckim populistom się to nie udało.
            Wiele krajów przechodziło od dyktatury do wolnego rynku. Balcerowicz miał większy problem niż Erhard. Państwowy przemysł. Jak Pan widzi Balcerowicz poszedł drogą niemieckich ordoliberałów. Sachs był doradcą.