Kontrola

Drukuj

Miałem okazję przyglądać się ostatnio, nieco z boku, kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Kontroli podlegało rozliczenie czasu pracy za cały rok wstecz. Jako, że kwestie administracyjno-prawne trzyma w tej firmie żelazną ręką niezwykle skrupulatna księgowa to całość zakończyła się wykryciem czterech drobnych uchybień, które nie podlegały nawet karze. Osoba kontrolująca była poważnie zadziwiona takim wynikiem, jako dalece niespotykanym. Wydawać by się mogło, że to historia ta kończy się happy endem. Poświęćmy jej jednak trochę uwagi.

Po pierwsze natura tych uchybień. Jedno z nich to fakt, że na jakimś papierku był jeden podpis zamiast dwóch. Dwa następne przestały być uchybieniami jak tylko odpowiednie formułki zostały dopisane do regulaminów. Nic dziwnego, że za tego typu sprawy kary nie ma. Bardziej zastanawia po co istnieją idiotyczne przepisy wymagające dodatkowej biurokracji. A możecie mi wierzyć, że jeśli TA księgowa o nich nie wiedziała, to nie wie o nich 99,9% pozostałych firm w Polsce.

Ciekawsze było czwarte wykroczenie. Dotyczyło kwestii wyznaczania godzin nadliczbowych dla osoby zatrudnionej na pół etatu. Uchybienie bynajmniej nie skutkowało koniecznością wypłacenia dodatkowych pieniędzy. Po raz kolejny chodziło o biurokrację. Co ciekawe jednak kontrolująca pani inspektor była w stanie jedynie powiedzieć, że zastosowane w firmie rozwiązanie jest nieprawidłowe. Jednak nie była w stanie wskazać rozwiązania prawidłowego! Paragraf 22.

Co ciekawe kontrola ta nastąpiła równy rok po równie bezwynikowej kontroli PIP. Chyba brak problemów jest podejrzany i takich podatników warto kontrolować uważniej. Zresztą niespełna tydzień po zakończeniu tegorocznej kontroli do prezesa zadzwonił inspektor zajmujący się firmą rok wcześniej. Poinformował, że wybiera się na kolejną kontrolę. Poinformowany, że ubiegła go koleżanka był niepocieszony i wygląda na to, że jednak nie przyjdzie. Tyle na temat instytucji „uczciwego podatnika” postulowanej przez MF.

Jakie z tego wnioski? Po pierwsze kontrolerzy preferują firmy stabilne, gdzie problemów nie ma, ale uchybienie się znajdzie. Żadna z kontroli nie wylegitymowała ludzi na zakładzie, wszystkie zagrzebały się w papierach. Połowa załogi mogłaby pracować na czarno w trakcie trwania inspekcji i nikt by się nie zorientował. Nikt nie rozmawiał z pracownikami. Liczy się tylko biurokracja. Tak szarej strefy się nie ograniczy.

Po drugie przepisy są tak skonstruowane, że nawet wysokiej klasy specjaliści nie są im w stanie podołać. Ba, sami kontrolerzy do końca nie wiedza jak je stosować. Za to przedsiębiorca zatrudniający pierwszą osobę musi stać się ekspertem od pierwszego dnia i ponosi pełną odpowiedzialność za wszelaką nieudolność legislacyjną. Trudno się dziwić, ze chęci do zatrudniania legalnie w małych firmach nie ma. Nie dość, ze to kosztowne, to jeszcze potencjalnie niebezpieczne.

Czytaj również