Konserwatyzm wszędzie

Drukuj

Dawniej było lepiej. To mantra która dochodzi praktycznie z każdej strony. Mam wrażenie, że tęsknota za czasami słusznie minionymi to dominujący sentyment. Panowie i Panie – ten statek odpłynął.

Dobiegające zewsząd żądania powrotu do przeszłości są ogłuszające. „Kiedyś ludzie byli zdrowsi” (nie, nie byli), „Kiedyś jedzenie było naturalne” (nie, nie było). A to tylko początek.

Zwycięstwo wyborcze PiS w dużej mierze bazowało na obietnicach przywrócenia „starych dobrych czasów”. Kobieta ma rodzić dzieci i je wychowywać (500+), ale naturalnie (wycofanie się z in vitro). Szkoły mają wyglądać jak w latach 80tych i wcześniej (przywrócenie 6latków do przedszkoli, likwidacja gimnazjów). Większość decyzji PiS można rozpatrywać jako odbudowywanie czasów młodości przeciętnego działacza. Łącznie z odcinaniem nas od światowych rynków i UE.

A to oczywiście nie koniec. Druga strona sceny politycznej – czyli znajdująca się w stanie agonalnym lewica ma podobne marzenia. Wciąż jej się wydaje, że gospodarka oparta jest na wielkich zakładach przemysłowych, gdzie pracuje się na etacie na zmiany po 8 godzin i najchętniej do końca życia w jednej firmie. No i najlepiej nie w niedziele – co akurat łączy ją z PiS, choć ten ostatni twierdzi tak ze względów religijnych. Ale wielkie zakłady w naszej części świata zniszczył outsourcing do krajów Azji. Te w Azji zaś zostaną zniszczone przez rewolucję mikroporodukcji za pomocą druku 3D. Liczyć będzie się projekt, pomysł, a nie efekt skali.

Masowa produkcja pozostanie reliktem bardzo prymitywnych branż. Próba reindustrializacji przez tworzenie wielkich fabryk to skazywanie się na zacofanie na własne życzenie. Tak jak pojawiająca się co chwilę nostalgia za polskim przemysłem samochodowym (który zresztą, podobnie jak stoczniowy, ma się świetnie). Pojawiają się wnioski, by wyłożyć dziesiątki miliardów, żeby polska marka mogła zaistnieć na rynku bardzo zatłoczonym, wysoce procyklicznym i wrażliwym na kryzysy. Można, tylko po co?

Wygląda na to, że chcemy sobie zbudować skansen. Tam, gdzie będziemy żyli biednie, ale przytulnie i po staremu, wedle tego co znamy i lubimy, z dumnie podniesioną głową, choć boso. Tyle że do skansenu można z przyjemnością pojechać w odwiedziny, ale niekoniecznie trzeba w nim mieszkać. Więc pozostanie albo zamknąć granice, albo poczekać aż wyjadą ostatni odmieńcy. I wtedy nic nie zakłóci snu konserwatysty. To jest do czasu, aż skończą się pieniądze.

Czytaj również