Czego nas uczy raport CIA

Drukuj

Jakie wnioski po opublikowaniu raportu kongresu USA – trafiającego rykoszetem w nasz kraj?

  1. Ciężka naiwność
    Nasi politycy twierdzą, że nie mieli pojęcia, że na terenie udostępnionej nieruchomości będą torturowani ludzie. Oczywiście nikt im wprost tego nie powiedział. Czy domniemywali zatem, że CIA będzie na trawniku wypasać barany. Albo otwierać SPA skoro do środka wnoszone są wanny i sprzęt nagłaśniający. No ale G.W. Bush też nie wiedział więc są usprawiedliwieni – twierdzą niektórzy komentatorzy. Pamiętamy już jednego amerykańskiego prezydenta, który twierdził, ze nic o działaniach służb nie wiedział. Nazywali go Tricky Dick i wiemy jak dalej potoczyła się ta historia – zobaczymy jak będzie tutaj. Można jednak spokojnie domniemywać, ze włożył sporo wysiłku w to aby się przypadkiem o torturach nie dowiedzieć. Nie inaczej musiało być z naszymi władcami. Usprawiedliwieniem ma być też ideologiczne wzmożenie po atakach na WTC. Ale czy to powód by zezwalać na powstanie u nas obozu koncentracyjnego? Jeżeli nasi politycy tacy uczuciowi i podatni na wzmożenia niech się zajmą oglądaniem telenowel, a nie rządzeniem państwem. Tak czy inaczej teraz twierdzą, że zaufanie do Amerykanów musi być „ograniczone”. Czyli wtedy jakby im CIA kazała włożyć palce do maszynki do mięsa to by je tam z nieograniczonym zaufaniem wrazili. A konsekwencje tamtej decyzji mogą być znacznie poważniejsze niż mielony a’la Hannibal Lecter.
  2. Kontrola
    Służby specjalne składają się z ludzi zajmujących się sprawiam niezwykle delikatnymi i ważnymi. Lista zasług i wiedza znacznie szersza niż w społeczeństwie prowadzi jednak często do megalomani i przekonania, że (ich) cele uświęcają środki. Stąd obchodzenie, czy wprost łamanie prawa, od drobnych machlojek finansowych po tortury, zabójstwa czy nawet inwazje na inne kraje. Dlatego tak ważny jest nadzór nad służbami i temperowanie ich zapędów. Te bowiem poszukują niezależności kiedy tylko nadarzy się okazja. Wystarczy administracja wierząca w skuteczność i rolę służb nieco za mocno (jak za czasów Busha) i już kraj mający być ostoją wolności i demokracji staje się odpowiedzialnym za tortury. U nas zaś podejście do służb odbija się od instrumentalnego ich traktowania w doraźnej walce politycznej jak za czasów PiS, do kompletnego braku zainteresowania jak dzisiaj. A kiedy kota nie ma myszy harcują. A harcują cały czas: czy ktoś się dowiedział na jakie cele została wydana gotówka, jaką otrzymano od Amerykanów za możliwość zorganizowania na naszym terenie obozu koncentracyjnego? Podejrzewam, że do Owsiaka nie trafiły.
  3. Oczyszczanie ran
    Raport senatu można oczywiście rozpatrywać w kontekście walki politycznej demokratów i republikanów. Jednak pokazuje on, że USA ma zdolność do przyznania się do win i skruchy. Rozpatrywane są szkody jakie ten raport może wywołać, ale to cena którą pewnie trzeba zapłacić. Daje to jednak nadzieję, ze takie przypadki się nie powtórzą (w każdym razie nie nazbyt szybko). U nas takie podejście jest jednak zupełnie niezrozumiałe. Wyjazd naszego prezydenta do Jedwabnego jest dla wielu do dziś ujmą na honorze. Rozmowa o momentach historii kiedy to Polska i Polacy byli katami są przykrywane milczeniem, zaś podnoszenie ich ma być niezgodne z „polityką historyczną”. My mamy zawsze być bez skazy i uciemiężeni – nigdy katami. Niestety tak karty naszej historii nie wyglądają (choć rzeczywiście dużo częściej sami braliśmy w skórę). Bliżej nam zatem mentalnie i kulturowo do Rosji, która do dziś ma problem z przyznaniem się do mordu katyńskiego. A przeszkadza nam to tylko dla tego, że był on dokonany na Polakach, zasada działania jednak jest nam bliska i dla nas naturalna. Zaś ludzi gotowych przyznać się do swoich przewinień zrozumieć nie jesteśmy w stanie. To pokazuje jak daleko nam jeszcze w drodze ze Wschodu na Zachód.
Czytaj również